niedziela, 8 lipca 2018

prawie jak na polu słoneczników

 Jak dobrze jest znowu być w domu, a także znowu być tutaj, na blogu, i pisać kolejnego posta. Wytrwale wciąż tutaj wracam z nową porcją zdjęć i krótkim wpisem. Jakiś czas temu przeglądając swoją szafę, zauważyłam, że zbliża się lato, a w niej jest jakoś niezbyt kolorowo.  Łatwo zauważyć, że raczej ubieram się w stonowane kolory i nie ryzykuję za bardzo jeśli o to chodzi. Jednak ta wszechogarniająca ciemność i mnie przytłoczyła, dlatego pierwszym krokiem ku zmianom, był zakup tej oto bluzki, widocznej na zdjęciach. Nie spodziewałam się, że tak szybko stanie się ona moją ulubioną rzeczą, ale jak widać, niemożliwe czasem staje się możliwe. Jestem na dobrej drodze, by zmienić trochę zawartość szafy i dodać w niej więcej kolorów.
Wracając jeszcze na chwilę do zdjęć, zawsze marzyła mi się sesja na polu słoneczników, jednak niestety nie znam żadnego w pobliżu, a jak wiadomo, marzenia trzeba spełniać, nawet tak małe, dlatego, będąc jeszcze w Gdańsku, poprosiłam moją Mamę o zasadzenie paru słoneczników wzdłuż ogrodzenia i oto co mnie przywitało po przyjeździe. Pięknie wyrosły, a ja mam swoje wymarzone zdjęcia w słonecznikach :)

(niech Was nie zdziwią te ciemne zdjęcia na końcu)
 


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

prosto z zimy w lato

Kontrast pomiędzy ostatnim postem na moim blogu a tym obecnym jest aż zbyt widoczny, ale nawet nie wiem, na co mogłabym zrzucić ewentualną winę za taką a nie inną częstotliwość dodawania czegoś nowego. W każdym razie wracam z małą aktualizacją, tradycyjnie w otoczeniu pięknej zieleni, która jeszcze nie zdążyła mi się znudzić. Tradycyjnie też w wianku na głowie, bo choć jedno takie zdjęcie każdego roku musi być, tym razem ciężko mi było znaleźć jakieś kwiaty, dlatego jest mocno zielony, ale i tak jestem z niego zadowolona! 
Kwiecień był dla mnie naprawdę dobrym miesiącem, w którym poważnie wzięłam się za spełnianie swoich marzeń, zarówno tych bardziej  wymagających jak i tych, które wymagały ode mnie tylko nieco silnej woli. Były to marzenia, za których spełnianie powinnam prawdopodobnie zabrać się już dawno, dawno temu, ale cieszę się, że w końcu udało mi się zrobić poważny krok w ich stronę. Dotychczas kiedy pisałam o czymś na blogu, traciłam motywację, by robić coś dalej, dlatego tym razem tylko zaapeluję do wszystkich, którzy przypadkiem czytają te słowa, by nie czekali na żaden znak, ani też nie liczyli na to, że ktoś inny pomoże im w spełnianiu własnych marzeń, lecz by zrobili to samo, pokonując po drodze wszystkie przeszkody. Najważniejsze, by się nie poddawać, ja poddawałam się już stanowczo zbyt wiele razy i najwyższy czas to zmienić!


niedziela, 4 marca 2018

inaczej niż zwykle

Jeśli przechodzisz przez życie zamknięty w sobie, to tak jakbyś szedł przez pustynię zataczając koło.
Czy samotność jest czymś, na co sami siebie skazujemy? Dookoła jest całe mnóstwo ludzi, czy to możliwe, by była na świecie choć jedna osoba, której bycie samotną jest po prostu pisane? Czasem tak bardzo boimy się otworzyć na innych, że ranimy samych siebie. Budujemy dookoła własnej osoby mur tak wysoki, że nie tylko inni nas nie widzą, ale także sami przestajemy zauważać otaczający nas świat. Czy warto?
Ludzie ranią, ale czy strach przed zranieniem powinien powodować ucieczkę przed jakimikolwiek relacjami międzyludzkimi? Czy samotność może nieść ze sobą coś dobrego? Czy możemy uciekać w samotność?
Chcę uciec, pobiec gdzie nikt mnie nie znajdzie i zapomnieć kim jestem i czego pragnę, jednak dokądkolwiek pójdę nie ucieknę przed samą sobą.
Czego tak naprawdę się boimy? Zranienia? Odrzucenia? Krzywego spojrzenia? Świat pełen jest ludzi po prostu złych, jednak nie możemy zapominać, że oprócz nich są także inni. W życiu czeka nas wiele porażek, jednak nie mogą one stawać nam na przeszkodzie. Nie mogą doprowadzać do tego, że zamkniemy się w sobie, oteni murem tak wysokim, że w pewnym momencie może być za późno dla nas samych, by przejść na drugą stronę.

Bardzo dziękuję Kate z bloga The Gleams of Beauty za piękne zdjęcia do dzisiejszego posta.

Szablon wykonany przez Tyler / Enjoy!