Parę dni temu świętowałam swoje dziewiętnaste urodziny. Zdałam sobie sprawę, że zaczynam mieć coś w rodzaju obsesji na punkcie swojego wieku. Bo dziewiętnaście brzmi zupełnie inaczej niż osiemnaście, jakby bardziej poważnie i uważam, że absolutnie do mnie nie pasuje. Zwłaszcza, że następna w kolejności jest dwudziestka, co jest już dla mnie zupełnie niepojęte. Nie lubię mówić o swoich urodzinach, a jednak mimo wszystko zawsze o nich wspominam, nie wiem, dlaczego. Czasem wolałabym po prostu usunąć ten dzień z kalendarza, by nie było żadnego dowodu na to, że jednak istnieje. Mój dzień. Mam wrażenie, że osiemnaście jeszcze w jakiś sposób usprawiedliwiało moje dość specyficzne podejście do świata, ale dziewiętnaście? Naprawdę zaczynam mieć obsesję.
Jednak tak samo bardzo bałam się rok temu, i dwa lata, i trzy zapewne też. A mimo wszystko uważam, że osiemnasty rok życia spędziłam najlepiej jak mogłam. Może dlatego wciąż tli się we mnie nadzieja, że ta dziewiętnastka nie będzie wcale tak zła, jak się tego obawiam.
To prawdziwa obsesja!

































