poniedziałek, 16 czerwca 2014

Obojętność i lekceważenie

Dumbledore w piątej części Harry'ego Pottera powiedział, że Obojętność i lekceważenie często wyrządzają więcej krzywd niż jawna niechęć. Ten cytat już w gimnazjum był mi bliski, ale teraz, w pierwszej klasie liceum, stał się jeszcze bliższy. Liceum wybierałam z jedną z moich bliższych koleżanek, chciałyśmy pójść do jednej klasy i utrzymywać naszą znajomość jak najdłużej, jako że miałyśmy podobne plany na przyszłość. Wyszło jednak na to, że jesteśmy w innych klasach i choć w tygodniu mamy dwie wspólne lekcje, od października z nią nie rozmawiałam. W takiej sytuacji jej obojętność, jaką okazuje, boli bardziej niż gdybym miała konkretny powód, by z nią nie rozmawiać. Mało tego, że nie rozmawiamy, unikamy nawet własnych spojrzeń. W gimnazjum też często miałyśmy takie okresy, gdy ze sobą nie rozmawiałyśmy, bo obie byłyśmy zbyt dumne, by przerwać milczenie, jednak nigdy nie trwało to aż tak długo. Zawsze w końcu jedna z nas robiła coś, co naprawi nasze relacje. No dobra, to nigdy nie byłam ja...
Przyznaję, że mam problemy z zaufaniem komuś. To znowu przez pewne znajomości z gimnazjum. Moi znajomi również wiedzą, że jestem zamknięta w sobie i niewiele mówię na tematy, dotyczące bezpośrednio mnie i tego, co czuję. Czasem ich to złości, czasem nie rozumieją, ale chyba już przywykli. Spotkałam na swojej drodze dwie osoby, z którymi rozumiałam się naprawdę dobrze, i którym byłam w stanie powiedzieć coś więcej. Jednak znowu przez mój charakter nie potrafiłam okazać, jak bardzo mi zależy na tych znajomościach.
Ja sama także czasem tak się zachowuję... Udaję obojętność, lekceważenie, choć wiem, jakie krzywdy nieraz wyrządza to drugiej osobie. Więc czy mam prawo mieć jakiekolwiek pretensje do dawnej koleżanki, że sama tak się zachowuje? Myślę, że wciąż tak... Na pewno może mi być przykro, że ktoś tak mnie traktuje, nawet, jeśli sama czasem tak się zachowuję. Choć w sumie powinno być: zachowywałam. Teraz jak ognia unikam takiego traktowania innych. W końcu uczymy się na własnych błędach.
Może kiedyś obie dojrzejemy do tego, by wyciągnąć sobie rękę na zgodę i wrócić do tego, co było. Choć na dzień dzisiejszy nie widzę takiej opcji. Chłód bijący od drugiej osoby mówi sam za siebie.
Cytaty z książek często wywołują u mnie natłok myśli. I jak tu nie kochać czytać? Można się naprawdę wiele nauczyć, choć czasem uczymy się czegoś, gdy jest już za późno.

30 komentarzy:

  1. Szkoda ze z ta kolezanka tak wyszlo, jednak nie ze wszystkimi da sie utrzymac kontakt. Rowniez stracilam pare kontaktow ze wzgledu na przeprowadzke do innego kraju. Ja chyba jestem bardziej niesmiala niz zamknieta w sobie. Dasz sobie rade:)
    Sliczna bluzka!

    http://sweett-and-saltyy.blogspot.se/

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro Ty nigdy nie wyciągnęłas reki, to sadze ze teraz Twoja kolej :) nie licz na to, ze ktos ciagle bedzie za Tobą ganiał, bo druga osoba tez musi pokazac ze jej zalezy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że powinnam i myślę o tym od października. Wydaje mi się, że gdybym tego tak nie odkładała, byłoby łatwiej. A wraz z upływem czasu, jest jak jest...

      Usuń
  3. Też mam problemy z zaufaniem komuś, ponieważ kiedyś zbyt szybko wszystkim ufałam i wychodziło na mnie zawsze źle ;/

    http://ninja-holiday-nights.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Często tak jest. Dwie różne klasy, dwie różne grupy znajomych. Ja technikum wybierałam takie, abym szła sama, bez znajomych z gimnazjum i poniekąd się udało. Jeśli zjawił się tam ktoś z mojego gimnazjum, to nie z mojej starej klasy, więc byłam zadowolona. Ale jeśli Wasza znajomość tak szybko się ulotniła, to być może nie była warta zachodu? :)

    Taak, jasne :D marzenie ściętej głowy! Ale mówię Ci, mieć przystojnego szefa to naprawdę kłopot haha.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet, jak kogos lubie, to nie znaczy, że jemu ufam i baardzo trudno jest mi komus zaufać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie znajomości czasem się wraz z zakończeniem jednego etapu same rozwalają.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mam problem z otwartością i zaufaniem. W sumie jestem zamknięty jak perłopław, a niektórych ludzi traktuję jak by chcieli zabrać mi coś cennego. A jak chodzi o interakcje to chyba obojętność jest prostsza w relacjach niż stawienie czoła problemom. Tak jest łatwiej na odległość...

    OdpowiedzUsuń
  8. obojętnosć boli, ale czasem trzema zacisnąć pięści schować dumę do kieszeni i pierwszemu wyciągnąć dłoń.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja niestety łatwo ufam ludziom i uwierz, ze to tez nie jest najlepsza cecha, bo nie wolno ufać byle komu..

    http://luska-everywhere.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. ja też jestem zamknięta na nowe znajomości - dopiero jak kogoś poznam to sie bardziej otwieram - chyba to normalne ;)

    może dodatkowy kurs - pomoże Ci w rozwoju języka ;)
    ja uczyłam się włoskiego pomimo że nie miałam go w szkole ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mądre słowa. Faktycznie, takie lekceważenie często strasznie boli. Jeśli chodzi o koleżankę, to szkoda że tak to wyszło :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz, myślę, że powinnaś wyjść do koleżanki pierwsza. Schowaj swoją dumę do kieszeni i zwyczajnie zaproś ją do siebie/na spacer/na kawę. I nie myśl o tym, co ona sobie pomyśli, co powie.. Jeśli odrzuci propozycję - jej sprawa, ale Ty nie będziesz chociaż żałowała, że nie zrobiłaś nic, by uratować tą przyjaźń/znajomość. Nauka z książek ma tylko wtedy sens, gdy jest wprawiana w czyn, w teorii to tylko słowa ułożone w pewnej kolejności....

    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego, oby nigdy w Twoim życiu nie zabrakło otwartości na drugiego człowieka :)
    www.pomrugaj.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wciąż zastanawiam się, czy warto walczyć o takie znajomości, które często sprawiają nam więcej bólu niż radości. Ale może faktycznie warto spróbować wyciągnąć rękę i zobaczyć, co będzie dalej.
      Dziękuję Ci bardzo :)

      Usuń
  13. ja też jestem zamknięta w sobie i nie potrafię rozmawiać o swoich problemach z innymi..

    OdpowiedzUsuń
  14. Widocznie nie była to przyjaźń na całe życie. Ja w gimnazjum też trzymałam się z jedną dziewczyną, ale kiedy do liceum poszłyśmy do dwóch różnych klas stałyśmy się sobie obce. Nawet nie ma znaczenia to, że nasi chłopcy są (a właściwie to już chyba byli) przyjaciółmi. Strasznie się zmieniła. Wpłynęła na nią klasa. Wywyższa się teraz i ma wszystko gdzieś. Zapomina zupełnie o drugim człowieku. Jesteśmy na cześć, ale nawet to słowo ciężko mi przez usta przechodzi, bo wydaje się być fałszywe. Przestałam mieć chęć utrzymywać z nią jakikolwiek kontakt, dlatego sypie się ze mnie jad, bo zawsze miałam gdzieś osoby o podobnym charakterze. Mimo, że walczyłyśmy/łam o tę przyjaźń, to teraz jest zupełną klapą, a jej chłopak też ostatnimi czasy bardzo się zmienił, choć i z nim utrzymywałam bardzo dobrą znajomość przez 3 ostatnie lata (byliśmy w jednej klasie). No nic. Myślę, że po prostu nie byłyśmy sobie pisane, ale wiele się nauczyłam. Może kiedyś spotkam taką prawdziwą przyjaciółkę na całe życie, ale na razie wystarcza mi przyjaciel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie najgorsze w tej całej sytuacji jest to, że wszystko stało się bez żadnego powodu. Może gdybym wiedziała, że się zmieniła, że nie mamy już wspólnych tematów do rozmowy, byłoby jakoś łatwiej mi się z tym pogodzić. A w obecnej sytuacji nie wiem nic i nawet wciąż widzę jakieś szanse na odbudowanie znajomości, gdy tylko jedna z nas coś zrobi.
      Mnie tak ciężko jest znaleźć z kimś wspólny język i całkowicie się przed nim otworzyć, że nawet nie wiem, czy znalezienie takiej osoby w moim przypadku jest możliwe. :(

      Usuń
  15. Też kocham czytać książki i wyszukiwać w nich ciekawych cytatów. :)) Szkoda, że tak wyszło z tą koleżanką, ale to się zdarza...

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiem co to znaczy. To jedna z najgorszych rzeczy jakie mogą spotkać człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  17. Odnoszę wrazenie jakbym czytała o sobie. Jednak nie tylko myslalabym o przyjaciółce a o ogole klasy do ktorej wówczas trafiłam ;)
    ---
    Taki tez zdobyłam:) pokaze po powrocie. Z tego co dobrze kojarzę to do Zakopanego ;D a widzisz to szkoda gdzies byśmy sie spotkały :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja często mam tak, że w szkole z kimś się przyjaźniłam, a potem po zmianie szkoły już praktycznie się do siebie nie odzywałyśmy. Ale teraz znalazłam przyjaciółkę, z którą (nie chce zapeszać) nawet jak pójdziemy do innych szkół(bo taki jest plan ;) to utrzymamy ze sobą super kontakt. W sumie tylko z nią mi się dobrze rozmawia, więc nie chcę tego zepsuć :)

    Bardzo fajny blog i post :)

    OdpowiedzUsuń
  19. No nie zartuj ? Kurcze, ale szkoda. No właściwie to ten nie jest jeszcze moim szczytem marzen, ale tak długo poszukiwałam jakiegokolwiek, ze nie zastanawiałam sie zbyt długo nad kupnem :)

    Czyżby nie dodał sie moj komentarz odnośnie Twojego postu ? Wrr.

    Czytając twoja notke odnoszę wrazenie, ze czytam swoje mysli. Jednak w moim przypadku nie dotyczyło to tylko przyjaciółki ale i całej klasy. Od pierwszego dnia miałam wrazenie ze jej znaczna czesc wlasnie obojętna, zadufana w sobie. No i właściwie sie nie myliłam. 3 razy chciałam sie przenieść ale w koncu wybrałam sie tam z przyjaciółka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodał się, dodał :) Ja sama też myślałam nad przeniesieniem, ale to już z innych powodów. Klasa sama w sobie mi odpowiada, choć brakuje mi w niej właśnie takiej jednej, bliskiej mi osoby i czasem czuję się nieco zagubiona.

      Usuń
  20. Wiem co to znaczy. I wiem, że o niektóre znajomości nie warto zabiegać. zamiast oglądać się w tył, trzeba patrzeć przed siebie..:)

    OdpowiedzUsuń
  21. A tak w ogole: świetny blog. Obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Najgorsze, że nie wiadomo co się dzieje dokładnie między tobą a koleżanką. Może czuje dokładnie to co ty.. albo już jej nie zależy na waszej znajomości. Wypadałoby porozmawiać z nią o tym. Inaczej obie będziecie poświadomie cierpieć.

    OdpowiedzUsuń
  23. "Wielkich przyjaźni" miałam w życiu parę, ale nie każda przetrwała próbę czasu niestety. Moja pierwsza przyjaciółka była podobna do mnie z charakteru, właściwie byłyśmy identycznie nieśmiałe, spokojne, grzeczne i myślę, że to nas do siebie zbliżyło już w zerówce. Niestety cztery lata później wszystko się rozleciało. Trochę z mojej winy, trochę z jej. Dołączyła do nas trzecia dziewczyna, która była jednak strasznie zaborcza i chciała mieć mnie na wyłączność. Wtedy tego nie dostrzegałam. Ale "pierwsza" przyjaciółka jednocześnie zaczęła się zadawać z grupą, której szczerze nie cierpiałam i tak nasze drogi się rozeszły.
    W gimnazjum trzyletnia przyjaźń z tą "drugą" dziewczyną zmieniła się. Nie była już tak bliska jak dawniej. Początkowo przyjaźniłyśmy się w trójkę, z jeszcze jedną koleżanką, a potem obie odstawiły mnie na boczny tor.
    W liceum bardziej otworzyłam się na ludzi i nie ograniczałam się tylko do jeden czy dwóch bliższych osób. Miałam ich więcej, w ogóle liceum to był dla mnie zupełnie nowy świat, inni ludzie, inna mentalność. Lepszy świat, który zapamiętam na długo. :) Teraz jestem już po szkole, ale kontakt jeszcze się nie urwał i mam nadzieję, że się nie urwie. Nie urwie, bo z paroma osobami planujemy wynająć razem mieszkanie i wierzę, że nam się uda ;) Nie są to tak bliskie więzi, jak z moimi pierwszymi dwoma przyjaciółkami, te przyjaźnie są inne, ale równie ważne.
    Wspomnę jeszcze tylko o tym, że za "pierwszą" nie tęsknię, weszła w towarzystwo przeze mnie nielubiane i stała się taka jak oni. Nie mówimy sobie nawet "cześć", ale nie żałuję. Za "drugą" czasem tęsknię, ale z nią mam ciepłe kontakty. Umawiamy się na spotkanie już dosyć długo, ale mam nadzieję, że uda mi się odnowić tę znajomość. :)
    Oprócz nich mam osobę, której ufam stuprocentowo, z którą nigdy się nie nudzę, ale widzimy się bardzo rzadko. Ta przyjaźń jest dla mnie najważniejsza ze wszystkich. :)

    Dość o mnie. Ja za swoją pierwszą przyjaciółką nie tęsknię, ale jeśli tobie obojętność i lekceważenie nie daje spokoju, to uważam, że powinnaś wykonać pierwszy ruch. Naprawdę, bo co masz do stracenia? Nic. A do zyskania bardzo wiele. Nawet, jeśli nie będziecie się z powrotem przyjaźnić, to być może nie będzie w Tobie tyle negatywnych emocji. Spróbuj! ;) Wyznacz to sobie jako następny cel do listy "100 rzeczy", wtedy będziesz mieć większą motywację.

    Cytaty z Harry'ego Pottera mają to do siebie, że są piękne i głębokie, uwielbiam je. Kocham całą sagę, czytałam ją z milion razy.

    Pozdrawiam ciepło :)
    Angelika

    ____________
    PS: Jeśli masz czas i ochotę, to zapraszam serdecznie: http://los--naufragos.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również czuję, że w liceum bardziej się otworzyłam i we wrześniu jedna z moich koleżanek z gimnazjum poradziła mi właśnie, bym nie ograniczała się w klasie do jednej osoby, tak by reszta nawet nie wiedziała, że istnieję. I posłuchałam jej, bardzo lubię moją klasę, ale właśnie brakuje mi w niej takiej jednej jedynej osoby, której mogłabym zaufać stuprocentowo. Wydaje mi się, że we wrześniu już wszyscy połączyli się w pary i skupiają się na osobach, z którymi siedzą. Ja nie mam takiej jednej osoby, z którą spędzałabym każdą lekcję i może dlatego nie umiem otworzyć się jeszcze bardziej.
      Czasami naprawdę odnoszę wrażenie, że nie jestem w stanie posiadać bliskiego przyjaciela przez moją skłonność do zamknięcia w sobie i samotności.
      Jestem niestety też dość uczucia ze skłonnością do melodramatyzmu i tęsknię nawet za osobami, z którymi rozstałam się dobrych kilka lat temu i nie już nawet najmniejszych szans na odnowienie tych znajomości. Niestety czasem nie potrafię ruszyć naprzód przez wspomnienia z przeszłości.

      Chyba tak zrobię, to będzie dobry punkt, dziękuję! :)

      Ja również ją kocham, Harry Potter zawsze będzie miał miejsce na mojej półce z książkami i także w mojej pamięci. Zbyt dużo czasu spędziłam, siedząc w różnych fanfiction, by teraz zapomnieć ;)

      Również pozdrawiam i dziękuję bardzo za Twoje słowa! :)

      Usuń
  24. Ach, wiem jak to boli. To musi być straszne uczucie ;/
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i bezinteresowną obserwację. To bardzo motywuje! ♥

Szablon wykonany przez Tyler / Enjoy!